Neurologia, Życie z chorobą

Każdy dzień to dla mnie wyzwanie

23 LUTY 2021


Depresja to nie chwilowe przygnębienie, smutek czy spadek formy. O jej istnieniu świadczą nasilające się zaburzenia w codziennym funkcjonowaniu, których czas trwania jest wydłużony. Niestety to nadal temat tabu, dlatego osoby zmagające się z nią bardzo często rezygnują z pomocy bliskich oraz specjalistów.

Anna Breguła, autorka bloga mamdepresje.com od 16 roku życia zmaga się z tą chorobą. Dla niej temat ten nie jest już tabu, dziś o swojej chorobie mówi otwarcie. Duże wsparcie dają jej bliscy oraz specjaliści, każdego dnia pokonuje „swoje góry”.

Czy pamiętasz moment, w którym uświadomiłaś sobie, że być może dotknęła Cię depresja?

W wieku 16 lat miałam swoje pierwsze myśli samobójcze, ale uznałam, że jest to przelotne, że w tym wieku zdarza się to czasami. Byłam też wówczas w trudnym momencie, jeśli chodzi o środowisko rówieśnicze – zawiodły mnie osoby, którym bardzo ufałam. Z czasem sobie z tym poradziłam. Natomiast około 17 roku życia mieliśmy możliwość w szkole brania udziału w otwartych wykładach na Uniwersytecie SWPS dla młodzieży. Wykładowca prowadził otwarte wykłady w Strefie dla Młodzieży. Tematem tych zajęć było dojrzewanie, psychika nastolatków, seksualność. Depresyjność też tam się pojawiała i wówczas pewne symptomy, które były tam przedstawiane zaczęły pokrywać się ze mną. Wtedy nic z tym nie zrobiłam, wmówiłam sobie, że dam sobie radę, że dużo osób na mnie liczy i bałam się, że nikt mi nie uwierzy, bo zawsze byłam dobrą uczennicą, zaangażowaną w sprawy szkoły, reprezentowałam szkołę na niejednych zawodach.

 

Co wtedy czułaś?

Czułam niepokój, stres, napięcie. Z jednej strony chciałam z kimś porozmawiać z drugiej nie wiedziałam od czego zacząć. Pamiętam, że zawsze chciałam podejść do tego wykładowcy, zadać mu kilka pytań, poprosić o pomoc, ale nigdy nie miałam na to odwagi. Czułam lęk, więc nie podeszłam do niego za czasów licealnych. Później, zapewne, aby zagłuszyć własne myśli, podejrzenia o chorobie, zaczęłam robić jeszcze więcej rzeczy np. rozpoczęłam pracę – myślę, że to była dla mnie forma ucieczki.

 

Jak wówczas wyglądały Twoje relacje z Rodziną, bliskimi? Miałaś w nich oparcie, mogłaś szczerze porozmawiać o tym, że podejrzewasz u siebie depresję?

Nigdy nie byłam osobą, która zwierza się ze swoich problemów. Zawsze byłam skryta, trzymałam wszystko w sobie. Z drugiej strony powtarzałam sobie, że to przejściowe. Tak naprawdę w wieku 16-20 lat byłam blisko kościoła, chodziłam na spotkania w kościele, byłam tam animatorką i tam miałam taką szansę bycia w dobrej atmosferze – to środowisko pomagało uciekać mi od wewnętrznych problemów.

 

Co skłoniło Cię do podjęcia decyzji o pójściu do psychiatry?

Najpierw poszłam do psychoterapeuty. Któregoś dnia nasz ksiądz opiekun powiedział, że powinnam pójść do psychologa – pamiętam, że wtedy go wyśmiałam. Miałam 18 lat i uważałam, że jest to dla słabych ludzi i nigdy w życiu tam nie pójdę. Po roku temat wrócił – chciałam się wycofać ze społeczeństwa, zerwać ze swoim partnerem, ale postanowiłam dać sobie szanse i zgodziłam się na wizytę u psychoterapeuty. Przez miesiąc walczyłam z terapeutą, żeby nie pójść do psychiatry, ale w końcu się zgodziłam. I została postawiona pierwsza diagnoza.

 

Jak ona brzmiała? Czy potwierdziły się Twoje podejrzenia?

W ciągu kilkunastu miesięcy dostałam kilka diagnoz. Pierwsza diagnoza brzmiała, że to depresja. Na kolejnych wizytach podejrzenie choroby dwubiegunowej – jednak to wydawało mi się mało prawdopodobne. Dlatego zmieniłam psychiatrę. Kolejny specjalista stwierdził zaburzenia osobowości. Natomiast niedawno byłam w szpitalu i stwierdzono u mnie zaburzenia depresyjno-lękowe oraz zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane używaniem kanabinoli.

 

Zapewne później były gorsze i lepsze dni? Jak na co dzień radzisz sobie z depresją?

Najpierw wszystko mi się totalnie posypało – miałam myśli samobójcze, jeszcze większą autoagresję. Moje początkowe wizyty u psychoterapeuty kończyły się tym, że byłam jeszcze bardziej roztrzęsiona, wychodziłam z wizyt zapłakana. Z czasem jak dobrałam sobie odpowiednich specjalistów: psychiatrę i psychoterapeutę to zaczęło być łatwiej. Zaczęłam oswajać się z tym, że mam zaburzenia depresyjne, ogólnie psychicznie. Więcej też osób zaczęło się o tym dowiadywać, zaczęłam o tym mówić.  Na dzień dzisiejszy jestem ustabilizowana: biorę leki, staram się coś robić w ciągu dnia a nie leżeć całymi dniami w łóżku. Czasami oczywiście się nie da, ale staram się. Prowadzę bloga, działam w Stowarzyszeniu Widzących Więcej. Aczkolwiek na dzień dzisiejszy najtrudniej jest mi pójść do pracy, do ludzi, ale muszę zarabiać. Uczę się też dawać sobie czas, akceptować te gorsze dni. Mam też wsparcie w najbliższym otoczeniu, partnerze, specjalistach.

 

 

Odbywasz prywatne wizyty u psychiatry. Czy miałaś kiedykolwiek doświadczenie z wizytą u lekarza z ramienia NFZ? Możesz dokonać drobnego porównania?

Niestety prawda jest, że jak płacę za wizytę to mogę mieć oczekiwania wobec tego psychiatry. Problemem z wizytą u lekarza z ramienia NFZ jest to, że trzeba czekać na nie bardzo długo. Przyznaję szczerze, że nawet nie próbowałam tej bezpłatnej formy. Dużo czytałam w Internecie jak podejść do całego leczenia i dużo osób opowiadało swoje historie jak czekało po kilkanaście tygodni, a byli naprawdę w kryzysie. Jeśli już doszło do wizyty to nie do końca była ona rzetelna.

  

Czy zanim zaczęłaś leczenie farmakologiczne, próbowałaś w jakiś inny sposób radzić sobie z chorobą?

Nie, nie wspomagałam się żadnymi witaminami. Najpierw zaczęłam też od psychoterapii, nie wspomagałam się farmaceutykami.

 

A jak wygląda sytuacja polskich pacjentów z depresją, czy leczenie jest refundowane?

W zależności od tego jaką się dostaje diagnozę i jakie leki są przepisane pacjentowi to leczenie jest refundowane bądź nie. W chwili obecnej wszystkie leki, które biorę są 100% płatne.

 

Jesteś autorka bloga „Mam depresję”, oznacza to, że jesteś w stanie otwarcie mówić o swojej chorobie. Czy blog jest dla Ciebie formą dziennika? Ma również pomagać innym osobom z podobnym problemem?

W pewnym momencie stwierdziłam, że nie ma co się kryć. Wśród znajomych zauważyłam, że nie wiedzą czym są zaburzenia depresyjne, jak reagować na wyznania osób, które cierpią na te zaburzenia. Gdy szukałam informacji w Internecie to trudno mi było znaleźć odpowiedzi na wszystkie moje pytania, dlatego też stworzyłam tego bloga. Chciałam też przekuć swoje cierpienie w coś pożytecznego – skoro ja to przeżywam to wiem, że inni też to przeżywają, dlatego pomyślałam abyśmy podzielili się między sobą tymi emocjami. Chciałam, żeby ludzie mieli poczucie, że nią są sami, że nie tylko oni borykają się z problemami psychicznymi. Z czasem z moim psychoterapeutą doszliśmy do wniosku, że jest to dla mnie forma pamiętnika – mogę się uzewnętrznić, podzielić swoimi doświadczeniami, ale też rozwinąć.

 

A czy z powodu choroby spotykają Cię jakieś nieprzyjemności np. ze strony otoczenia?

Są osoby, które się ode mnie odsunęły czy też mniej kontaktu ze mną utrzymują – po prostu nie wiedziały, jak się zachować. Faktem jest, że leczenie psychiatryczne nadal jest tematem tabu. Dla mnie to był taki moment, w którym przekonałam się na kogo mogę liczyć, a kto raczej już nie będzie należeć do grona bliskich mi osób. Niestety pewne osoby mnie zawiodły – spotkałam się z brakiem akceptacji, wsparcia.

 

Co byś poradziła osobom, które tak jak Ty dotknięte są tą chorobą, ale jeszcze nie są gotowe zgłosić się po pomoc do specjalisty?

Żeby się nie bały. Dobrze wiem jak trudno jest przyznać się przed samym sobą, że ma się problem, a co dopiero zwrócić się do kogoś po pomoc. Osobiście żałuję, że nikt nie zauważył moich problemów w liceum i że sama się nie zgłosiłam po pomoc, bo moje problemy tylko się nawarstwiały. Należy pamiętać, że specjaliści są po to, aby pomóc.

Najlepiej zacząć od osoby zaufanej, abyśmy mieli w niej oparcie, aby mogła pomóc nam poszukać odpowiedniego specjalisty. Jak już się odważymy podjąć tę decyzję to trzeba dać sobie kilka sesji do przekonania się do psychoterapii. Ja z początku byłam bardzo negatywnie nastawiona a dzisiaj uważam, że to była najlepsza decyzja w życiu.

I na sam koniec chciałabym podkreślić bardzo ważną rzecz – diagnoza nie definiuje nas samych, dlatego nie panikujmy po jej usłyszeniu. Diagnoza wyznacza tylko kierunek leczenia. Pamiętajmy też, że zawsze mamy prawo zmienić specjalistę – nie wybieramy go na całe życie. Osobiście uważam, że rozpoczęcie psychoterapii i farmakoterapii nie jest wstydem, a okazaniem siły i miłości do samego siebie.


[pvc_stats postid="" increase="1" show_views_today="0"]

POWIĄZANE ARTYKUŁY