Kobieta

Świadome macierzyństwo

11 WRZEŚNIA, 2020

Mgr Paula Niedźwiecka 

Pedagożka, coach

Będąc mamą dużo się dostaje. Emocje, które towarzyszą macierzyństwu są nie do opisania. Wart opisania jest natomiast fakt, że bycie mamą także odbiera. Weźmy na przykład taki kawałek salonu wypełnionego zabawkami, miejsce obok kierowcy czy zaległe seriale na Netflix. Matka, szczególnie na wczesnym etapie, jest gdzieś z boku, bo karmi albo usypia. Jej uwaga skierowana jest nieustannie na dziecko i bez uwagi innych traci poniekąd na swej ważności. Matka siedzi w samochodzie na tylnym siedzeniu faktycznie i symbolicznie. Łatwo ją pominąć i uznać, że nie może, nie ma czasu albo siły.  Matka często pomija samą siebie. Oddaje czas, uwagę, sen i zaangażowanie. Macierzyństwo trochę odbiera, ale jeszcze więcej oddaje. Dzieje się to powoli, krok po kroku, każdego dnia. Trudno jest to sobie na szybko zrównoważyć i dlatego tak ważna jest codzienna troska o siebie i uważność na matczyne potrzeby i emocje.

Jeśli masz wrażenie, że macierzyństwo Ci czasem odejmuje, to nie zapomnij sobie dodać.  Nie czekaj na specjalną okazję. Nie przekładaj na jutro, na za tydzień. Niespełniona mama to niespełnione dziecko. Ono od Ciebie uczy się jak dbać o własne potrzeby. Choćby miała to być krótka, wyrwana z codzienności chwila. Warto zacząć od małych rzeczy. Kilka łyków ciepłej kawy, ze świadomością własnego oddechu i tego co nas otacza czynią cuda. Ważne, by przełączyć się z trybu „działaj” na tryb „bądź”. Pomimo piętrzącego się prania, rozrzuconych zabawek i pełnego zlewu w kuchni, zatrzymać się na chwilę i dostrzec to co ważne. Masz prawo zadbać o siebie bez wyrzutów sumienia. A gdy towarzyszą Ci zbyt często rozłóż je na czynniki pierwsze. Czasem po wyrzuty sumienia sięgamy jak po pudełko lodów czekoladowych. Na chwilę dają poczucie wyrównanych rachunków. Działają jak kara – zawiniłam, odpokutuję. Poczucie winy nie szuka rozwiązań. Skłania nas do pogrążania się w trudnych emocjach. Może być jednak lekcją, drogowskazem dla naszych działań. Może służyć do znalezienia przyczyny i wytyczenia sobie realnego celu. Szukanie przyczyn nie po to, by się wybielić i usprawiedliwić, lecz, by w miarę możliwości zbudować sobie drogę prowadzącą do zmian. A jeśli przyczyn usunąć się nie da, to może trzeba obniżyć standardy i nie wymagać od siebie za dużo.

W matczynych meandrach czasem pojawia się też smutek. Taki, którego ukrycie zabiera więcej energii niż gdyby miało się go świadomie przeżyć i pokazać. Taki, który odbiera energię, uwypukla codzienność i przewiduje czarną przyszłość. Matczyny smutek jest potęgowany przez kontekst. O wiele trudniej się go znosi, gdy wokół pełno zdjęć z filtrami, ludzi z sukcesami i motywujących wpisów w social mediach. A gdyby tak się z nim zmierzyć, nazwać po imieniu i podzielić się z kimś bliskim? Powiem więcej!  Dobrze, że ten smutek przeżywamy. Smutek pozwala nam się na chwilę zatrzymać. Zwolnić i przyjrzeć aktualnej sytuacji. Czasem asekuracyjnie każe nam się wycofać i nie popaść w nadmierny perfekcjonizm. Po prostu – spełnia swoją funkcję. Żeby ze smutkiem się uporać trzeba przestać się z nim zmagać. Przestać szarpać za włosy i obarczać winą. Przestać porównywać z przyjemnym stanem zadowolenia. Należy go przyjąć, a czasem mu się bliżej przyjrzeć, dopytać z czym przyszedł.  Tym bardziej, że często przegrywa ze złością, na którą o wiele częściej sobie pozwalamy. I, tym bardziej że przecież jako mama „powinnam” być szczęśliwa. Powiem tak – jako mama powinnam pokazać mojemu dziecku, że mam prawo, adekwatnie do sytuacji, przeżywać wszystkie emocje.

 

 

 

Jeśli masz wrażenie, że nie jesteś wystarczająco dobrą mamą to wnikliwie przyjrzyj się swoim wyobrażeniom na temat rodzicielstwa innych osób. Trzeba pamiętać, że często porównujemy swoje wnętrze do czyjegoś zewnętrza, które możemy sądzić tylko po pozorach. Uważam, że panuje niebezpieczny trend, który skupia głównie uwagę na pokazywaniu tego co ładne i często materialne. Trend ten tworzy ryzykowny mechanizm: „mam-pokazuję, przeżywam-ukrywam” i zafałszowuje obraz macierzyństwa. Buduje perfekcyjny obraz matek, bez kontekstu zmęczenia, rutyny smutku czy poczucia winy.  Jeszcze bardziej wpycha w poczucie osamotnienia i braku zrozumienia.  Marzy mi się „matczyny coming out”. Taki, w którym, jako matki, będziemy mogły bez wstydu i obawy przed oceną otwarcie przyznać czego doświadczamy i z czym się zmagamy -to niezwykle uwalniające i warte uwagi doświadczenie.  

 


[pvc_stats postid="" increase="1" show_views_today="0"]

POWIĄZANE ARTYKUŁY