Onkologia, Płuca

Chemioimmunoterapia w raku płuca daje długofalowe efekty

26 MAJA 2021


Zastosowanie chemioimmunoterapii daje zdecydowanie większą szansę na uzyskanie odpowiedzi na leczenie w porównaniu ze stosowaniem samej chemioterapii. Chorzy na raka płuca, którzy na podstawie rejestracji leków kwalifikują się do chemioimmunoterapii, od stycznia tego roku mają dostęp do takiego leczenia.

Jakie znaczenie dla powodzenia terapii w raku płuca ma szybki dostęp do prawidłowo przeprowadzonej diagnostyki? Jaka jest rola właściwej diagnozy w leczeniu raka płuca?

Wyniki badań naukowych nie pozostawiają żadnych wątpliwości – im szybciej rozpozna się nowotwór, tym szansa na sukces jest większa. Do szybkiego rozpoznania prowadzą dwie drogi. Pierwsza to Program Profilaktyki Raka Płuca przeznaczony dla osób z grup zwiększonego ryzyka, druga to szybka ścieżka diagnostyki i leczenia onkologicznego DiLO. Trzeba tylko odpowiednio wcześnie skorzystać z tych możliwości. Najlepiej zaś nie kusić losu i nie rozpoczynać palenia papierosów, a w przypadku nałogu – uwolnić się od niego jak najszybciej.

 

Chorzy na nowotwory wymagają kompleksowej opieki, podejścia interdyscyplinarnego. Którzy specjaliści powinni brać udział w ścieżce diagnostycznej pacjenta, u którego podejrzewa się raka płuca, tak aby jak najwcześniej zostało postawione rozpoznanie?

Pierwszym i bardzo ważnym ogniwem w procesie rozpoznawania raka płuca jest lekarz rodzinny. To on powinien wystawić choremu kartę DiLO, która znacząco skraca czas oczekiwania na wizytę u specjalisty. Z reguły tym pierwszym specjalistą jest lekarz chorób płuc (pneumonolog). Ścieżka DiLO obejmuje dwa etapy – diagnostykę wstępną i pogłębioną. Obejmuje ona także pobranie wycinka do badań histopatologicznych i molekularnych. W kończącym proces diagnostyczny konsylium biorą udział specjaliści w dziedzinie pneumonologii, radiologii i patologii oraz klinicyści – chirurdzy, onkolodzy i radioterapeuci. W wielu przypadkach konieczne są dodatkowe konsultacje lekarzy innych specjalności, np. kardiologów.

Nałogowi palacze papierosów to zazwyczaj osoby obciążone wieloma chorobami. Przeważnie są to inne choroby układu oddechowego, np. POChP, oraz choroby układu krążenia i serca. Często zdarza się, że te choroby utrudniają lub uniemożliwiają przeprowadzenie radykalnego zabiegu operacyjnego. W wielu przypadkach ostateczną decyzję podejmuje się wspólnie z kardiologiem, anestezjologiem czy specjalistą innej dziedziny.

Bardzo ważne jest, żeby pacjent miał od początku dostęp do jednostek dysponujących odpowiednim zapleczem diagnostyczno-leczniczym i nie „błąkał się” w systemie z plikiem skierowań. Najlepszą opiekę oferują tzw. unity narządowe, zapewniające choremu skoordynowaną specjalistyczną opiekę obejmującą cały proces diagnostyczny i leczniczy. W przypadku chorych na raka płuca, którzy są często w podeszłym wieku i nie najlepszym stanie zdrowia, jest to szczególnie istotne.

 

Czy epidemia COVID-19 wpłynęła na długość i jakość procesu diagnostycznego? Czy zmniejszyła się liczba chorych rozpoczynających leczenie?

Program Profilaktyki Raka Płuca, o którym wspominałam wcześniej, rozpoczął się ze znaczącym opóźnieniem. W drugim kwartale ubiegłego roku, kiedy nastąpił pierwszy lockdown, wystawiono znacznie mniej kart DiLO. Przyczyny tej sytuacji są z pewnością złożone. Z jednej strony chorzy, obawiając się zakażenia, odwlekali wizyty u lekarza, nawet jeśli występowały u nich niepokojące objawy. Równocześnie dostęp do placówek medycznych, zwłaszcza poradni POZ, z powodu ich zaangażowania w zwalczanie pandemii był trudniejszy.

Tym cenniejsze wydają się inicjatywy podejmowane w celu poprawienia sytuacji. Przykładem może być kampania edukacyjna Polskiej Ligi Walki z Rakiem – „Rak nie poczeka na koniec epidemii”. Jej celem jest zwrócenie szczególnej uwagi na wczesne objawy najczęściej występujących nowotworów i zachęta do kontaktu z lekarzem, a w przypadku potwierdzenia diagnozy do jak najszybszego wdrożenia odpowiedniego leczenia, niezależnie od pandemii. Hasło „Rak nie poczeka” dotyczy także tych, którzy chcieliby wziąć udział w programie wczesnego wykrywania. Pamiętajmy przy tym, że „Rak nie poczeka” również na rzucenie przez nas palenia tytoniu – bądźmy od niego szybsi.

 

 

Rak płuca to wciąż najczęściej diagnozowany nowotwór w Polsce. Czy jesteśmy w stanie ograniczyć ryzyko zachorowania na ten nowotwór?

Oczywiście, że jesteśmy w stanie ograniczyć ryzyko zachorowania. Główna przyczyna raka płuca to palenie tytoniu, jednocześnie jest to jedna z najłatwiej usuwalnych przyczyn, bo wystarczy nie palić. Każdy palący powie jednak, że jest to trudne i może wymagać wysiłku, ale jest skuteczne w profilaktyce.

 

Palacz może wysunąć argument, że są ludzie, którzy nigdy nie palili, a mimo to zachorowali.

To prawda, rak płuca sporadycznie występuje u osób niepalących, ale narażonych na inne czynniki, takie jak np. zatrucie środowiska. Jednak ryzyko wynikające z palenia tytoniu jest niewspółmiernie większe. Trzeba też pamiętać o szkodliwości biernego palenia.

 

Z początkiem tego roku nastąpił przełom w dostępie do leczenia dla chorych na niedrobnokomórkowego raka płuca (NDRP).Na czym on polega? W jaki sposób wprowadzone refundacje terapii wpłyną na jakość leczenia pacjentów z rakiem płuca?

To, co nastąpiło w styczniu, nie nazwałbym przełomem, lecz znaczącą poprawą w dostępie do leczenia. Przełom byłby wtedy, gdybyśmy zmienili sposób podejścia do refundacji nowoczesnych terapii, a to nie nastąpiło. Są kraje w Europie, i to wcale nie najbogatsze, gdzie chory ma dostęp do leków onkologicznych, w momencie gdy Europejska Agencja Leków (EMA) wydaje pozytywną opinię i dopuszcza lek do stosowania w Europie. My czekamy miesiące, aż zostanie przyznana refundacja.

Pacjenci, którzy na podstawie rejestracji leków kwalifikują się do immunochemioterapii, jednak w Polsce do stycznia nie mogli uzyskać tego leczenia, mają teraz do niego dostęp. Zatem w zakresie immunoterapii trochę podgoniliśmy Europę.

 

Czy dzięki dołączeniu do chemioterapii leku immunokompetentnego pacjenci lepiej odpowiadają na leczenie przeciwnowotworowe?

Na to pytanie można odpowiedzieć tylko na podstawie badań klinicznych. Dlatego że włączenie leczenia chemioimmunoterapią w początkowej fazie powoduje szereg działań ubocznych. Wynikają one z zastosowania jednoczasowego chemio- i immunoterapii. Czyli tak naprawdę początek leczenia wbrew pozorom wcale nie przebiega łagodniej niż w dotychczasowej terapii, a można powiedzieć, że bywa trudniejszy. Jednak trzeba pamiętać, że to leczenie nie jest nastawione na uzyskanie doraźnego efektu przeciwnowotworowego. Idea leczenia chemioimmunoterapią polega na tym, że wykorzystuje się długofalowe efekty leczenia immunologicznego, stosowanego od samego początku, żeby wyniki, które dają jednoczasowa chemio- i immunoterapia utrzymać jak najdłużej. Sama immunoterapia jest zbyt słabym leczeniem u tych chorych, nie dawałaby zadowalających efektów, a chemioterapia zapewnia tylko krótkotrwałą poprawę. Dopiero synergia tych dwóch metod daje poprawę na dłuższy czas, u niektórych chorych nawet na bardzo długi czas.

Skoro stosujemy coś od kilku miesięcy, na razie nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć, jak wielu pacjentów żyje latami dzięki chemioimmunoterapii. Znane są oczywiście wyniki badań klinicznych, ale nie mamy jeszcze własnych doświadczeń z codziennej praktyki. Z badań wiemy, że część pacjentów reaguje długoletnią odpowiedzią na takie leczenie.

 

Którzy chorzy mogą skorzystać z chemioimmunoterpii?

Podstawowym kryterium stosowania tego leczenia jest bardzo dobry stan ogólny chorego, czyli musi on być w pełni sił. W przeciwnym wypadku efektu szanse na uzyskanie pozytywnego efektu sa nikłe. Kolejny warunek – pacjent musi się nie kwalifikować do terapii celowanej. Jest jeszcze wiele przeciwwskazań zarówno do stosowania chemioterapii jak i immunoterapii.

Najważniejsze jednak, że terapia jest w końcu dostępna, bo zastosowanie chemioimmunoterapii daje zdecydowanie większą szansę na uzyskanie odpowiedzi na leczenie w porównaniu ze stosowaniem samej chemioterapii. Poza tym chorzy, którzy otrzymują skojarzenie chemioterapii i immunoterapii mają dłuższe przeżycie w stosunku do pacjentów, którzy są leczeni samą chemioterapią w pierwszej linii. Różnica w medianie przeżycia wynosi od kilku do kilkunastu miesięcy. Oznacza to, że chorzy na raka płaskonabłonkowego leczeni terapią skojarzoną żyją przeciętnie 17 miesięcy, a chorzy, którzy otrzymują samą chemioterapię – poniżej 12 miesięcy, natomiast w grupie chorych z innymi typami raka niedrobnokomorkowego (głównie raka gruczołowego) jest to odpowiednio 22 miesiące i mniej niż 11 miesięcy, czyli dwukrotnie dłużej.

 


[pvc_stats postid="" increase="1" show_views_today="0"]

POWIĄZANE ARTYKUŁY